Czerwony księżyc był już bardzo nisko na niebie, kiedy wróciłem do Lorryna, przycupniętego wciąż przy zamkowym murze, na wpół oszalałego z niecierpliwości. Gdy nadbiegałem, wśród ukrywających się żołnierzy zapanowało ożywione podniecenie. Ruszyli całą falą naprzód, jak gdyby osiągnęli już kres wytrzymałości, gotowi do ataku, nie czekając na mój rozkaz. .

Chłopcy wygramolili się z poobtłukiwanej półciężarówki. Pete z niedowierzaniem potrząsnął głową.. - W czym problem?. Powiedziałeś. Nigdy dotąd nie odwoływano się do zasad Filozofii Moralnej. - To prawda - powiedziałem - ale czy nie możesz jednak zostać jeszcze kilka dni? Przynajmniej do powrotu Trafa. Poznałbyś chłopca.. — Bawi cię to?.